Rośliny naczyniowe

Babie lato w Tatrach

Nad Doliną Kościeliską  - 14 września 2019
(zielonym szlakiem z Chudej Przełączki do Doliny Tomanowej)

Po lipcowej wycieczce na Czerwone Wierchy zerkam na mapę i odkrywam szlak prowadzący z Chudej Przełączki do Doliny Tomanowej. Nigdy nim jeszcze nie szłam, a że opisy tego szlaku są bardzo zachęcające, postanawiam, że wybiorę się tu jesienią.

Pogoda zapowiada się ładna, więc planujemy z Markiem wspólną wycieczkę. Trzeba wykorzystać ostatnie dni lata.

Startujemy w Dolinie Kościeliskiej, dochodzimy do szlaku na Czerwone Wierchy i nim przez Upłaziańską Kopkę i Piec wdrapujemy się na Chudą Przełączkę. Towarzyszy nam mgła, która jednak co jakiś czas rozwiewa się, odsłaniając nam błękitne niebo i słońce. No i oczywiście, wraz z wysokością, coraz piękniejsze widoki.

Szlak jest niestety bardzo zatłoczony. Dodatkowo, aż do Chudej Przełączki, uparcie towarzyszy nam grupa niezbyt trzeźwych, hałaśliwych „turystów”, którzy „zdobywają” Czerwone Wierchy. Nie udaje się nam od nich uwolnić. Ani puszczanie ich przodem, ani wyprzedzanie nie przynosi rezultatu.

Z ulgą schodzimy na zielony szlak, prowadzący do Doliny Tomanowej. Tu jest pusto. Sporadycznie spotykamy turystów, sympatycznych, tak jak my lubiących ciszę i spokój.

Jest to wspaniała pod względem widokowym trasa. Nie przypuszczałam, że będzie tu aż tak pięknie. Roztacza się stąd panorama na Kominiarski Wierch, górną część Doliny Kościeliskiej wraz z Wąwozem „Kraków” oraz sporo innych szczytów Tatr Zachodnich. A szlak prowadzi wzdłuż wapiennych skał o fantastycznych kształtach. Obserwujemy też stadka kozic. Kwitnie jeszcze całkiem sporo roślin. Na szczególną uwagę zasługuje, przekwitły już wprawdzie, ale wybarwiony na czerwono różeniec górski. Jest go tutaj bardzo dużo i stanowi piękną ozdobę górskich zboczy.

Docieramy na Kazalnicę, która jest punktem widokowym i ulubionym przez turystów miejscem wypoczynku. My też robimy sobie tu krótką przerwę i „sesję zdjęciową.”

Schodzimy na Wyżnią-, a potem Niżnią Polanę Tomanową. Następnie zagłębiamy się w ładny, mszysty las – po ostatnich opadach deszczu wygląda szczególnie bajkowo. Szlak prowadzi wzdłuż urokliwego Tomanowego Potoku. Docieramy nim do Doliny Kościeliskiej i podchodzimy do schroniska na Hali Ornak na obowiązkową szarlotkę.

Potem wracamy z powrotem do Kir. Po drodze namawiam Marka do odwiedzenia jeszcze Raptawickich Turni, bo chcę przypomnieć sobie Obłazową Jamę i Okna Pawlikowskiego. Niestety, o tej porze jest kiepskie światło, więc nie udaje mi się zrobić żadnego dobrego zdjęcia.

Wracamy do domu szczęśliwi – mieliśmy wspaniały dzień!