Rośliny naczyniowe

Siwy Wierch po raz piąty

Tatry Zachodnie - 1 września 2019
wycieczka z sądeckim oddziałem PTT

Zbieram się na odwagę i zapisuję na wycieczkę organizowaną przez sądecki oddział PTT. Od jakieś czasu nie chodzę już z nimi w Tatry, bo mają trochę za szybkie, jak dla mnie tempo.

Wycieczka jest jednak na ukochaną przeze mnie górę – Siwy Wierch (Sivý vrch, 1805 m) w słowackichTatrach Zachodnich.
 
W 2007 roku rozpoczęła się moja tatrzańska przygoda z PTT. Jeździłam przez kilka lat na większość organizowanych przez nich wycieczek w Tatry. Pierwszą z nich był właśnie Siwy Wierch.
 
Siwy Wierch to szczyt specyficzny. Znajduje się na krańcach Tatr Zachodnich. Zbudowany jest z dolomitów triasowych i wapieni. Jest dość odosobniony od innych szczytów, dlatego w niektórych podziałach Tatr wyróżnia się go jako samodzielną jednostkę topograficzną, tak jak np. Tatry Wysokie czy Tatry Bielskie. Jest to również jedno z najpiękniejszych i najbogatszych zbiorowisk roślinności wapieniolubnej Tatr.

Wycieczka odbyła się na początku lipca. Mieliśmy piękną pogodę. Przejście przez Rzędowe Skały (Radové skaly), tworzące wspaniałe miasto skalne, było dla mnie niesamowitą przygodą. Zwłaszcza, że wszystko było porośnięte wspaniałymi, nieznanymi mi roślinami. Wyruszyłam na tę wycieczkę zaopatrzona w pierwszy aparat cyfrowy. Fotografowałam nieudolnie, ale byłam szczęśliwa, że mogę zabrać ze sobą do domu to unikatowe piękno.
I to po tej właśnie wycieczce zaczęłam interesować się górską roślinnością. Na początku tylko troszeczkę, bo wtedy jeszcze najważniejsze dla mnie było zdobywanie kolejnych tatrzańskich szczytów, ale pasja powoli kiełkowała we mnie i zmieniała moje życie. Można powiedzieć, że Siwy Wierch dał mi drugie, lepsze, bo życie z pasją jest wspaniałe.

Drugi raz pojechałam tam w 2011 roku, już w konkretnym celu. To była także wycieczka zorganizowana przez PTT. Na Siwym Wierchu znajduje się jedyne stanowisko goździka lśniącego w Tatrach. Chciałam go koniecznie sfotografować. Niestety, mimo, że to był początek lipca, pogoda zapowiadana była straszna. Zimno i opady śniegu. Mimo to pojechałam, bo sfotografowanie wymarzonej rośliny było już dla mnie wtedy priorytetem. A każda pasja wymaga poświęceń. Na początku było znośnie, ale potem zaczęło padać. Jak wyszliśmy na grań, to wszystko tonęło we mgle, wiał przeraźliwy wiatr, padał deszcz ze śniegiem i było rzeczywiście strasznie zimno.
Goździk oczywiście kwitnął i udało mi się go sfotografować. To były trzy zdjęcia. Jedyne, jakie zrobiłam na tej wycieczce, bo później trzeba się było skupić na walce z wiatrem. Ale wróciłam szczęśliwa.

W 2014 roku wybrałam się tam po raz kolejny. Też oczywiście z PTT. To był koniec lipca, szliśmy wtedy inną trasą. Pojechałam wtedy sfotografować kolejną roślinę. Tym razem miał to być rozchodnik biały. Pogoda była piękna, ale kiedy doszliśmy do szczytu, pojawiły się burzowe chmury i przewodnik zmusił nas do bardzo szybkiego tempa, więc nie mogłam się nacieszyć ani pięknem Rzędowych Skał, ani rozglądać za roślinami. Ale rozchodnik biały udało mi się oczywiście sfotografować.

Moja czwarta wycieczka na ten piękny szczyt miała miejsce w 2015 roku, tym razem pojechałam tam z PTTK. I była to powtórka tej z 2011 roku. Mgła, deszcz ze śniegiem i przeraźliwe zimno.

W 10 rocznicę mojego wejścia na Siwy Wierch PTT zorganizowało kolejną wycieczkę na ten szczyt. Bardzo chciałam pojechać, ale coś bardzo ważnego stanęło mi na przeszkodzie. Nie pojechałam. I całe szczęście, bo pogoda była równie paskudna.

Toteż, jak w tym roku zobaczyłam zapowiedź wycieczki w nietypowym terminie, bo 1 września, to zapragnęłam znowu odwiedzić ten ukochany przez mnie szczyt, który niestety nie odwzajemnia moich uczuć. Może tym razem będzie lepiej? Co prawda, o tej porze nie mogę liczyć raczej na zdjęcia roślin, ale chciałabym przejść Rzędowe Skały w pięknej pogodzie. Może mi się uda?

Trasa wycieczki mi do końca nie odpowiada, bo mamy zejść do Zuberca, a potem wdrapać się jeszcze na Brestovą (1934 m n.p.m.), ale cóż…To dość daleko, żeby jechać samej, a jeszcze by trzeba schodzić tą samą trasą.
Z duszą na ramieniu zapisuję się na tę wycieczkę, zwłaszcza, że przewidziany do jej poprowadzenia przewodnik należy do chodzących „ostro”. Jednak po kilku tego lata wycieczkach z PTTK, na których także jest niezłe tempo, a dałam radę, mam lepsze zdanie o swojej kondycji i zamierzam sobie jakoś poradzić.

A potem jest już tylko wspaniale. Piękna pogoda. Mała grupa, tylko 25 osób, spokojna przewodniczka (ta zmiana bardzo mi się podoba i od razu czuję się raźniej). Na dodatek wszyscy są za zmianą i skróceniem trasy. Przewodniczka też.

Przepuszczam grupę „szybkobiegaczy”, wyprzedzam „ogon” (na szczęście dla mnie jakiś jest) i idę sobie niespiesznie, prawie sama, przez skalne miasto Rzędowych Skał. Jest wspaniale. Mogę się nim wreszcie spokojnie nacieszyć.

Ponieważ w planie były dwa szczyty, a Brestova odpadła, przewodniczka wprowadza nas na Ostre (Ostrá, Ostré, 1764 m), chociaż jest pod nim skrót. Pnę się więc stromo pod górę przez gęstą kosówkę. Mimo, że tamtędy prowadzi szlak, to mało kto nim chodzi (większość wybiera skrót), więc jest mocno zarośnięty. Ale nie narzekam, bo mam świadomość, że to kolejny szczyt, na którym nie byłam, a specjalnie, żeby go zdobyć, nigdy bym tu nie przyjechała. To taki nieplanowany bonus.

Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w schronisku o nazwie Chata Czerwieniec (Chata pod Náružím) i schodzimy do miejscowości Bobrovecká Vápenica.

Tempo mamy dobre, schodzimy przed czasem, wracamy autostradą na Poprad, unikając w ten sposób korków, tak, że już przed siódmą jestem w domu. A liczyłam, że najwcześniej wrócimy koło dziewiątej.

Tym razem Siwy Wierch był dla mnie łaskawy i mogłam do woli nacieszyć się jego niepowtarzalnym pięknem. To była cudowna wycieczka!