Rośliny naczyniowe

W Beskidzie Żywieckim

Romanka - 4 sierpnia 2019
wycieczka z Kołem Grodzkim sądeckiego PTTK

Pojechałam na kolejną zorganizowaną wycieczkę.

Koło Grodzkie sądeckiego PTTK zaplanowało wycieczkę w Beskid Żywiecki na Romankę. Co prawda byłam tam w 2015 roku, ale wiosną, a ponadto, jak się okazało, miała być zupełnie inna trasa, niż ta, którą szłam wtedy (Sopotnia Wielka – Kotarnica – Romanka -  Schronisko na Rysiance – Trzy Kopce – Palenica – Schronisko na Hali Miziowej – Korbielów).

Pomyślałam sobie: czemu nie? Jak jest okazja? To dość daleko od nas, więc bardzo rzadko tam jeździmy, zwłaszcza, że mnie specjalnie tam nie ciągnie, z uwagi na dość ubogą, jak na moje wymagania, roślinność. Wyjątkiem jest oczywiście Babia Góra, na której byłam wielokrotnie, także zimą.

Zdecydowałam się dopiero w piątek, ale miałam szczęście, bo zostało ostatnie miejsce. Akurat dla mnie.

Nasza trasa rozpoczynała się tym razem w Żabnicy-Skałce, stamtąd szliśmy do Stacji Turystycznej Słowianka, skąd bardzo stromym szlakiem wdrapaliśmy się na Romankę. Stamtąd rozległymi, widokowymi polanami dotarliśmy do schroniska na Rysiance, a potem zeszli do Sopotni Wielkiej - Kolonii.

To był całkiem ładny szlak, chociaż zarówno podejście, jak i zejście były strome. Ale zrobiliśmy tylko 16 kilometrów, więc wycieczka nie była specjalnie męcząca, chociaż przewyższenie było spore.

Pogoda była świetna na wycieczkę, było niezbyt gorąco i świeciło nam cały czas słońce, które co jakiś czas chowało się za malownicze ciemne chmury.

Nad Sopotnią zrobiliśmy sobie tradycyjne ognisko, połączone oczywiście z pieczeniem kiełbasy.

Już w Sopotni, kiedy czekaliśmy na autokar, lunął deszcz. Na szczęście był tam zadaszony przystanek autobusowy, gdzie wszyscy schroniliśmy się przed ulewą. Było ciasno, ale jakoś się pomieściliśmy. I byliśmy szczęśliwi, że ta ulewa nie spotkała nas na trasie, bo nie byłoby to zbyt przyjemne.

To była znowu bardzo udana wycieczka.