Rośliny naczyniowe

Jaworze z Ptaszkowej

 Beskid Niski - 19 maja 2019

Mam trudności z odróżnieniem wiązu pospolitego od górskiego. Niby wiem, jakie są między nimi różnice, ale w praktyce jakoś mi to nie wychodzi.

Wiem, że obok wieży widokowej na Jaworzu rośnie brzost (wiąz górski). Od kilku lat już planuję, żeby się tam wybrać wiosną i mu się dokładnie przyjrzeć, ale jakoś ciągle brakuje mi czasu. Kiedyś chodziłam tam często, nawet kilka razy w roku. To były moje początki pracy nad Atlasem – sporo zdjęć nowych roślin zrobiłam właśnie podczas tamtych wycieczek. Ostatni raz na Jaworzu byłam zimą 2011 roku z Martą i Krzyśkiem.

Moi przyjaciele byli w ten weekend zajęci, miałam okazję wreszcie znaleźć czas i się tam wybrać. Pojechałam, jak dawniej, drogą przez Paszyn i na górze w Ptaszkowej skręciłam w dół, w stronę kościoła. Nie było żadnej informacji o zamknięciu drogi, a była nieprzejezdna. Musiałam zawrócić na stromej drodze pod górę, mając po obu stronach głębokie rowy. Jakoś mi się udało.

Na górze spotkany tubylec obiecał mi pokazać drogę, jak podrzucę go do domu, bo mieszka gdzieś po drodze.

Zjechałam akurat niedaleko starego drewnianego kościółka z XVI wieku, więc go sobie przy okazji obejrzałam. Kiedyś na zewnętrznej ścianie kościoła, w niszy prezbiterium znajdowała się przez wiele lat późnogotycka płaskorzeźba przedstawiająca modlitwę Jezusa w Ogrójcu (tzw. „Ogrojec”), datowana na koniec XV wieku, autorstwa Wita Stwosza. Ze względu na cenną wartość, przekazana została w depozyt i stanowiła część ekspozycji Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. Obecnie znajduje się w sali muzealnej nowego kościoła w Ptaszkowej, a w starym kościółku jest jej kopia.

Idę niespiesznie do góry. Po początkowej „wyrypie” szlak się wypłaszcza, robi się przyjemnie, wieje chłodny wiaterek. Poza mną nikogo.

Niestety mój brzost na szczycie ma bardzo wysoko gałęzie i na dodatek stoi dość daleko od wieży widokowej. Liczyłam, że z niej uda mi się dokładniej mu przyjrzeć. No cóż, trudno. Ale w końcu, dzięki dużemu przybliżeniu w aparacie, udaje mi się zrobić przyzwoite zdjęcie owoców, bo o nie głównie mi chodzi.

Spędzam, trochę czasu na szczycie, a potem znowu niespiesznie schodzę w dół.

Zaczyna grzmieć, ale udaje mi się bezpiecznie zejść na dół.

Wracam drogą przez Kamionkę Wielką. W Sączu są straszne kałuże. Widać, że burza, która tędy przeszła, była całkiem, całkiem. A mnie się upiekło.