Rośliny naczyniowe

Zyndranowa i Barwinek

Beskid Niski - 12 maja 2019
Zyndranowa i Barwinek

Jedziemy z Martą i Krzyśkiem w Beskid Niski. W planie mamy odwiedzenie muzeum łemkowskiego w Zyndranowej, rezerwat modrzewi „Modrzyna” w Barwinku i jakieś przejście górskie, które zaplanowali.

Zaliczamy najpierw rezerwat. To naturalne stanowisko modrzewia polskiego, jedyne w Beskidzie Niskim objęte ochroną rezerwatową. Modrzew rośnie tu przemieszany z jodłą pospolitą. Modrzew polski jest lepiej od innych gatunków modrzewia przystosowany do trudnych, górskich warunków.

Potem jedziemy do Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej. Jest to skansen, powstały z inicjatywy Teodora Gocza, który w 1968 roku w XIX-wiecznej zagrodzie należącej do swojego pradziadka stworzył prywatne muzeum, poświęcone kulturze wysiedlonych z tych terenów po wojnie Łemków. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem zafascynowana książkami Antoniego Kroha, a pierwsza z nich, jaką przeczytałam, była poświęcona właśnie Łemkom („Za tamtą górą. Wspomnienia łemkowskie”), to bardzo chciałam tu przyjechać.
W muzeum zgromadzone są także pamiątki po walkach na Przełęczy Dukielskiej w czasie II wojny światowej.

A obok znajduje się chata żydowska, dawna własność rodziny Zalmana. Są w niej zgromadzone judaica związane z tym regionem.

Potem podjeżdżamy kawałek i idziemy w stronę schroniska studenckiego, a potem dalej szlakiem, obok Czarnej Młaki, najpierw na Jałową Kiczerę (578 m n.p.m.), a potem słowacką Kiczerę (Kýčera 579 m n.p.m.).
 
Dalej docieramy do słowackiej wieży widokowej nad Przełęczą Dukielską. Została zbudowana w miejscu dawnej, drewnianej, w 1974 roku, z okazji 30-tej rocznicy bitwy o Przełęcz Dukielską. To imponująca budowla i na pewno są z niej wspaniałe widoki. Niestety, nie jest obecnie udostępniana dla turystów.

I tu kończy się przyjemna część naszej wycieczki. Marta z Krzyśkiem zaplanowali, że zejdziemy z powrotem do Zyndranowej ścieżką rowerową. Błąkamy się po chaszczach, usiłując tę ścieżkę znaleźć. Nic z tego. W końcu zrezygnowani wracamy na asfaltową drogę i schodzimy nią na Przełęcz Dukielską i przejście graniczne.

Planujemy wrócić ruchliwą drogą przez Barwinek. Wcale się nam to nie uśmiecha. Nagle, tuż za budynkami przejścia granicznego, zauważamy szlakowskaz. Niebieskim szlakiem mamy 50 minut do schroniska w Zyndranowej. Jesteśmy szczęśliwi. Ale nasze szczęście trwa bardzo krótko, bo oznaczenie szlaku pojawia się tylko raz i znika... Lądujemy na podmokłej, zarosłej porębie. Usiłujemy bezskutecznie znaleźć kolejny znak. Wreszcie znajdujemy... oznaczenia szlaku rowerowego, którego bezskutecznie szukaliśmy nad przełęczą. Dobre i to. Ale szlak wprowadza nas w chaszcze i znika. A lasu sforsować się nie da. Jest zbyt gęsty. Musimy wrócić. Wszystkie te poszukiwania zajęły nam mnóstwo czasu i jesteśmy wykończeni. Nawet Marta, miłośniczka Beskidu Niskiego, traci swój entuzjazm.

Na szczęście znajdujemy jakąś ścieżkę i decydujemy się nią pójść, bo prowadzi w dobrym kierunku. Wyprowadza nas na łąki nad Zyndranową. Jesteśmy uratowani!

Krzysiek idzie dzielnie po pozostawiony samochód, oszczędzając nam nieco drogi, a my odpoczywamy.

Potem zatrzymujemy się jeszcze na chwilkę przy żeremiu na łące w Chyrowej i wracamy do domu.

Mimo wszystko, była to przyjemna wycieczka. Zrealizowaliśmy plan, a pogoda nam dopisała. Czegóż można chcieć więcej?