Rośliny naczyniowe

Wdżar - ścieżka przyrodnicza

Gorce - 19 kwietnia 2019

Jesienią ubiegłego roku zrobiłam sobie wycieczkę na Górę Wdżar i Zamek Czorsztyński z przełęczy Snozka. Przegapiłam wtedy ścieżkę przyrodniczą poprowadzoną starym kamieniołomem. Wstyd powiedzieć, nie wiedziałam o jego istnieniu. Byłam przekonana, że na Wdżarze jest tylko jeden, wielokrotnie przeze mnie odwiedzany, kamieniołom – „Snozka” .

Pogoda była ładna, miałam trochę czasu, więc wybrałam się tę ścieżkę zobaczyć.

Na Przełęczy Snozka, zauroczona widokiem ośnieżonych Tatr, poszłam kawałek łąkami w kierunku Czorsztyna.

Potem wróciłam na Wdżar. Po drodze miałam spotkanie z psami pasterskimi. Dość ostro mnie zaatakowały trzy owczarki. Perswazja „Przecież idę szlakiem, co się czepiacie?” niewiele pomogła. Rozpaczliwe: „Baco, ratujcie!” też nie, bo baca był daleko i mnie nie słyszał. Zdaje się jednak, że psy chciały mi tylko pokazać, kto tu rządzi, bo po chwili zostawiły mnie w spokoju. Ale co się strachu najadłam, to moje!

Na szczycie pazie królowej odbywały właśnie gody. Fruwało ich tam aż osiem. Nigdy jeszcze tylu ich na raz nie widziałam, więc spędziłam tam sporo czasu, podziwiając te piękne motyle.

Potem sprawdziłam „moje” stanowisko rozrzutki brunatnej – niestety przeczucia z jesieni się potwierdziły – rozrzutce zaszkodziły prace mające „uatrakcyjnić” Wdżar dla turystów - zamiast 4 kępek, jak do tej pory, znalazłam tylko dwie.
 
No i poszłam wreszcie ścieżką do kamieniołomu. Zrobił na mnie większe wrażenie, niż się spodziewałam. Bardzo ładny wąwóz. A łańcuchy prawie jak na Orlej Perci! Szkoda tylko, że przechodzi nad nim wyciąg narciarski.

Ale muszę się przyznać, że znowu nawaliłam. Nie doczytałam dokładnie o tej ścieżce, wydawało mi się, że wystarczy, że wiem gdzie jest. Potem, już po powrocie, dowiedziałam się, że nie przeszłam jej całej, tylko górną część.
 
Całość nosi nazwę Wąwozu Papieskiego, bo kardynał Wojtyła u wrót tego miejsca, na rozległej polanie odprawiał mszę podczas spotkania oazowego. Jest tam mały ołtarz i pamiątkowy krzyż. Za ołtarzem wąwóz się zwęża, trzeba po stromych schodach wejść na górę. I tam dopiero rozpoczyna się ten fragment wąwozu, który przeszłam. Dobrze chociaż, że ponoć najpiękniejszy. Ja szłam od szczytu, nie zwracałam uwagę na numery tablic, bo tam nie można się zgubić, doszłam za altankę dla turystów, wąwóz się skończył, dalej oznaczenia nie było. Uznałam, że to koniec ścieżki i wróciłam trochę na „dziko”, a trochę prowadzącą tam ścieżką rowerową na wierzchołek. Szkoda. Ale widocznie Wdżar nie chce tak szybko odkryć przede mną swoich tajemnic. Wrócę tu i tym razem przejdę całą ścieżkę. Do trzech razy sztuka. A i tak to, co zobaczyłam, zrobiło na mnie duże wrażenie.