Rośliny naczyniowe

W Przydonicy, Rożnowie i Tropiu

Pogórze Rożnowskie - 10 marca 2019

W nocy z niedzieli na sobotę mocno padał deszcz, a dzień też miał być deszczowy. Kiedy się jednak rano obudziłam, to było podejrzanie za jasno. Po odsłonięciu rolet okazało się, że za oknem jest błękitne niebo. Prognozy pogody co prawda dalej utrzymywały, że będzie padać, ale stwierdziłam, że przynajmniej część dnia będzie ładna.

Postanowiłam pojechać do Przydonicy, zobaczyć tamtejszą słynną lipę, a potem poplątać się wzdłuż Jezior Rożnowskiego i Czchowskiego i odwiedzić  tamtejsze atrakcje turystyczne. Co prawda wolałbym, żeby ktoś mi towarzyszył, ale cóż… musiałam dać sobie radę sama.

Krętymi i stromymi drogami przez Librantową, Siedlce i Miłkową dojechałam do Przydonicy. Znajduje się tu XVI-wieczny drewniany modrzewiowy kościółek p.w. Matki Bożej Różańcowej, św. Jana Kantego oraz Matki Bożej Pocieszenia. Podczas powrotu z odsieczy wiedeńskiej Król Jan III Sobieski, ujęty gościnnością tutejszej ludności, podarował mieszkańcom wsi obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, który po dzień dzisiejszy słynie z licznych cudów i rzeszy pielgrzymów.

Przy kościele można zobaczyć ciekawy spichlerz z XIX wieku.

Potem udałam się na poszukiwanie mojej lipy, którą już od dawna chciałam zobaczyć. Znajduje się ona na szczycie przysiółka Glinik. Podanie głosi, że pod tą lipą również zatrzymał się Sobieski. Obok rzeczywiście niezwykle okazałego drzewa znajduje się kapliczka wotywna.

Następnie zjeżdżam do miejscowości Podole-Górowa. Tu też jest wart zobaczenia drewniany kościół zbudowany na początku XVI wieku, ale właśnie rozpoczęła się msza, parking zawalony samochodami, nie ma nawet gdzie stanąć, zresztą nigdy nie oglądam kościołów, nawet z zewnątrz, podczas nabożeństw.

Jadę do Rożnowa.Tu oglądam kolejny, tym razem XVII-wieczny kościół p.w. św. Wojciecha.  Jest niedawno odnowiony.

Potem oglądam ruiny średniowiecznego zamku, którego jednym z właścicieli był m. in. legendarny Zawisza Czarny. Nosi on nazwę zamku górnego, bo w Rożnowie, na dole był drugi zamek, zbudowany przez  słynnego hetmana Jana Tarnowskiego (prawnuka Zawiszy Czarnego) w XVI wieku. Były to bardzo nowoczesne, jak na owe czasy, renesansowe fortyfikacje. Składały się z trzech części: kamiennego beluardu zbudowanego na planie wydłużonego pięcioboku, budynku bramnego oraz łączącego je muru wyposażonego w krzyżowe strzelnice. Budowla, mająca stanowić zabezpieczenie przed najazdami tureckimi, nigdy nie została ukończona.

Obok znajduje się klasycystyczny dwór Stadnickich z XIX w. Można go obejrzeć tylko przez ogrodzenie, bo jest własnością prywatną.

Tuż obok rosną stare, ponad 500-letnie dęby, ponoć najgrubsze na ziemi sądeckiej. A wokół fortecy, wcześniej niż gdzie indziej, zakwitają pierwsze wiosenne geofity.

Nacieszywszy się wczesnowiosennymi kwiatami, jadę na poszukiwanie Skałek Rożnowskich. To kompleks kilkunastu skałek, zbudowanych z piaskowca ciężkowickiego, znajdujących się tuż nad brzegiem Jeziora Rożnowskiego. Najwyższa z nich ma ok. 30 m wysokości. To bardzo dobre miejsce do wspinaczki – jest sporo tras i zawsze można tu spotkać amatorów tego sportu.

Po przyjrzeniu się skałkom jadę do Tropia. To ostatni miejsce, które zaplanowałam sobie tego dnia odwiedzić. Nad Jeziorem Czchowskim znajduje się kościół romański z przełomu XI/XII wieku, p.w. Świętych Pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta, jedna z najstarszych świątyń w Małopolsce.

Robię sobie tutaj kolejny mały spacer, a potem wracam do domu drogą po drugiej stronie Jeziora Rożnowskiego.

Jestem bardzo zadowolona z wycieczki, zwłaszcza, że byłam przekonana, że tą niedzielę spędzę w domu. Prawie przez cały dzień miałam słoneczną pogodę, trochę wiało, ale zdecydowanie mniej niż w sobotę, miałam piękne widoki, znalazłam sporo zwiastunów nadchodzącej wiosny, no i dotarłam do wszystkich zaplanowanych przeze mnie „punktów programu”, ani razu się zgubiwszy, co dla mnie jest nie lada wyczynem.