Rośliny naczyniowe

Makowica

Beskid Sądecki - 23 lutego 2019

Cały weekend miał być słoneczny. Wycieczkę planowałam na niedzielę, bo wtedy miałam szansę, że ktoś się ze mną wybierze. Ale kiedy wstałam w sobotę i sprawdziłam prognozy pogody na niedzielę, okazało się, że ma być pochmurno. A za oknem było piękne słońce. Co prawda był mróz i lekki wiatr, ale nie takie, żeby odstręczały od wyjścia z domu.

Nie miałam żadnego pomysłu, zresztą było już dość późno. Ale postanowiłam wykorzystać pogodę, gdyby prognozy na niedzielę się sprawdziły, bo szkoda mi było tego słońca. W piątek trochę posypało, była więc nadzieja, że w górach jest ładnie.

Pojechałam tradycyjnie w stronę Piwnicznej. Ponieważ dochodziła dwunasta, to postanowiłam zostać już w Rytrze i przespacerować się w stronę Makowicy. Trochę wiało, ale z doświadczenia wiedziałam, że potem będzie lepiej.

Na dole było przedwiosennie, dopiero na polanie Przedmakowica zrobiło się zimowo. Szło się dobrze, bo mimo, że śniegu, zwłaszcza na samej górze, było jeszcze sporo, to był bardzo stwardniały i nogi się w ogóle nie zapadały. Ale był bielutki i czysty, bo pokrywała go warstewka świeżego.

Wyszłam na grzbiet, zauważyłam po południowej stronie biel na drzewach, więc tam poszłam. Trochę szadzi, trochę okiści, a świat od razu zrobił się piękniejszy. Poplątałam się więc trochę po południowych zboczach Makowicy, nacieszyłam zimowymi widokami i wróciłam na szlak. Zdobyłam Makowicę, a potem postanowiłam wrócić niebieskim szlakiem przez Głęboki Jar.

Zejście tym szlakiem było zdecydowanie trudniejsze. Śniegu było z tej strony mało, ale za to szlak stromy i mocno oblodzony. Dało się iść bokiem, chociaż na pewnym fragmencie nie było to możliwe i pokonałam go z dużym trudem. Tam zimą zawsze są oblodzenia, ale teraz były szczególnie duże. I musiałam pokonać dwa brody – wody było sporo, a kamienie mocno pokryte gładkim lodem. No, ale jakoś poszło i udało mi się bezpiecznie przejść.

A od mostu nad Głębokim Jarem szło się już bardzo dobrze, zniknął lód, a nawet śnieg i znowu zrobiło się przedwiosennie.

Wróciłam do domu zadowolona, że udało mi się znowu wykorzystać ładny dzień. A zadowolenie wzrosło, kiedy w niedzielę rzeczywiście było pochmurnie.