Rośliny naczyniowe

Kalwaria Zebrzydowska

Beskid Makowski  - 16 lutego 2019

Cały weekend zapowiadał się pod względem pogodowym wspaniale. Na niedzielę byłam już zapisana na wycieczkę zorganizowaną, ale przecież była jeszcze sobota… Można było ją było co prawda wykorzystać pożytecznie, na przykład na umycie okien po zimie, ale szkoda byłoby tak pięknego dnia na porządki.

Zaczęłam myśleć, gdzie by się wybrać. Początkowo nic nie przychodziło mi do głowy. Ale później przypomniałam sobie, że już dwa lata temu, po wycieczce w okolice Lanckorony, obiecaliśmy sobie z Lilą i Markiem, że wybierzemy się do Kalwarii Zebrzydowskiej i przejdziemy tamtejsze ścieżki. Uznałam, że nadeszła pora, żeby te plany wcielić w życie.

W tym malowniczo położonym w Beskidzie Makowskim miasteczku, u stóp góry Żar, znajduje się słynne sanktuarium pasyjno-maryjne oo. bernardynów. W jego skład wchodzi bazylika z cudownym obrazem Matki Boskiej Kalwaryjskiej, klasztor oraz zespół 42 kaplic i kościołów dróżkowych położony w manierystycznym parku krajobrazowym. Sanktuarium zostało ufundowane na początku XVII w. przez Mikołaja Zebrzydowskiego.

Kalwaryjskie sanktuarium jest jednym z najważniejszych miejsc kultu pasyjnego i maryjnego. Corocznie jest odwiedzane ponoć przez milion pielgrzymów. Od początków jego istnienia odbywają się tutaj także misteria pasyjne. Obecnie uczestniczy w nich nawet 100 tysięcy ludzi.

W 1999 roku sanktuarium zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a w 2000 roku zostało uznane za Pomnik Historii Polski. Czyli koniecznie by wypadało zobaczyć.

Wyszłam więc z nieśmiałą propozycją, ale okazało się, że moim przyjaciołom bardzo się ten pomysł spodobał.

Do Kalwarii Zebrzydowskiej wyruszyliśmy we czwórkę, bo dołączyła do nas Magda.

Od rana świeciło słońce, a z każdą chwilą robiło się coraz cieplej. Mimo, że to dopiero połowa lutego, czuć było nadchodzącą wiosnę. Ptaki rozpoczęły gody, obudziły się owady. A Lila widziała wczoraj kwitnące przebiśniegi.

Wycieczka była bardzo udana. Zwiedziliśmy sanktuarium, przeszliśmy niespiesznie około 11 kilometrów i zaliczyliśmy chyba wszystkie kapliczki położone przy obu ścieżkach. Ponieważ sezon wycieczkowy i pielgrzymkowy się jeszcze nie zaczął, to było cicho i spokojnie.