Rośliny naczyniowe

Ścieżka przyrodnicza "Rachelowskie Góry"

Beskid Niski - 9 lutego 2019

Nie lubię gór zimą, kiedy jest taka pogoda jak teraz. Czyli już nie zima, a jeszcze nie wiosna. Zresztą wczesną wiosną wybieram zwykle wycieczki na pogórza, bo wtedy jest tam zdecydowanie ładniej niż w górach. Nie mówię oczywiście o Tatrach – no, ale tam nie mogę przecież jeździć co tydzień.

Chciałam się gdzieś wybrać, ale nie miałam żadnego pomysłu. W niedzielę podobno miał wiać halny. Za to rano w sobotę było całkiem ładnie.

Postanowiłam wybrać się do Kamionki Wielkiej. Tam niedawno została zrobiona ścieżka przyrodnicza przez Rachelowskie Góry.
Miałam też ochotę przyjrzeć się intrygującemu mnie już od kilku lat staremu kamieniołomowi. Zawsze, jak wracamy tamtędy z naszych wycieczek, przyglądam się zafascynowana gładkiej ścianie skalnej. Teraz będę miała okazję zobaczyć ją z bliska.

Dzwonię do Marka – akceptuje mój pomysł.

Oczywiście, jak tylko wyruszamy, błękitne do tej pory niebo zasnuwają chmury. Prognozy pogody mówiły, że będzie pochmurno. I jest.

Zatrzymujemy się na parkingu obok starego, murowanego kościółka z XVII w., pod wezwaniem św. Bartłomieja. Jest to pierwszy przystanek naszej ścieżki. Na strychu tej świątyńki gnieździ się podkowiec mały.

Idziemy dalej. Szukając jakiś oznaczeń ścieżki, dochodzimy do kamieniołomu. Jest rzeczywiście wart zobaczenia. To podobno jeden ciekawszych obiektów geologicznych, na którym można zobaczyć strukturę skał fliszu karpackiego, z jakiego zbudowane są Beskidy i Pogórze. Jest to tutaj wspaniale widoczne. Ponieważ to teren prywatny, to nie można tam jednak chodzić. Zaraz pojawia się jeden z właścicieli, ale pozwala nam przyjrzeć się skałom i zrobić kilka fotografii.

Błąkamy się chwilę, szukając naszej ścieżki. Docieramy do tunelu kolejowego pod Czarną Kępicą. Jestem z tym tunelem uczuciowo związana, ponieważ właśnie tu „odkryłam”, że mieszkam w górach. Wracałam z wczasów znad morza z dziećmi. Jechały z nami w przedziale dwie młode dziewczyny. Cieszyły się, że jadą w góry. Spytałam, gdzie. Okazało się, że do Szczawnicy. Roześmiałam się. Przecież to nie są góry! Pociąg zatrzymał się na chwilę właśnie przed tym tunelem. Wyszłam na korytarz. Spojrzałam za okno. To były góry i było tu pięknie! Ogarnął mnie wstyd, że mieszkam w tak pięknej części Polski i z tego wcale nie korzystam. Od tej pory zaczęła się moja przygoda z górami. Najpierw Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Niski. Później Babia Góra i Tatry. Ta krótka wymiana zdań w pociągu przed tunelem w Kamionce odmieniła całe moje życie!

Oznaczenia ścieżki nie ma, więc wracamy z powrotem pod kościół. Marek stwierdza, że musimy dojść za most, bo Rachelowskie Góry są tam. Może znajdziemy jakieś znaki. Nie ma żadnych. Docieramy na grań. Tu dopiero znajdujemy 4 tablicę ścieżki i wszystkie następne. Ale gdzie były 2 i 3? Wracając, schodzimy nad potok. Jest tam tablica nr 2. Dotyczy kamieniołomu. Wracamy tędy do samochodu. Złośliwie zaczyna pokazywać się słońce.

W domu doczytuję w Internecie, że tablica nr 3 jest w okolicach jaskini szczelinowo-osuwiskowej o nazwie „Diabla Dziura”. Może następnym razem do niej dotrzemy.

Rachelowskie Góry to przyjemne miejsce na spacer, jest tam sporo ładnych łąk i piękne widoki na Beskid Niski i Sądecki. Przy ładnej pogodzie widać nawet Tatry.

Co prawda, teraz na trasie było albo błoto, albo lód, ale my i tak byliśmy całkiem zadowoleni z naszej wycieczki.