Rośliny naczyniowe

Hala Łabowska

Beskid Sądecki - 3 lutego 2019

Powiał halny. W górach zrobiło się nieciekawie. Pogoda zapowiadana była taka sobie. Postanowiłam odpuścić sobie w ten weekend. W niedzielę rano leżałam w łóżku, czytając książkę Anny Kamińskiej ”Wanda”, opowiadającą o życiu naszej słynnej himalaistki. I nigdzie nie zamierzałam się wybrać.

Przed dziewiątą zadzwonił telefon. Marta. Wybierali się na Halę Łabowską. Dali mi 40 minut. Może warto się jednak przejść? Szybkie śniadanie, ubranie się – i byłam na czas gotowa do wyjścia.

Mieliśmy iść drogą z Łabowej, bo tak jest najbezpieczniej. Większość szlaków w Beskidzie Sądeckim jest nadal nieprzetarta. Jednak i tu trzeba było iść wąską, nierówną ścieżynką, wydeptaną przez innych. Śnieg mokry, sporo „dziur”, pozostawionych przez turystów, którzy postawili stopę nie tam, gdzie trzeba i wpadli w głęboki śnieg. Szło się ciężko i trzeba było ciągle na te „dziury” uważać.

Nie jest to widokowa trasa – cały czas bukowym, niezbyt ciekawym lasem, mimo że prowadzi przez rezerwat Łabowiec. Dodatkowo halny mocno tam nabałaganił – mnóstwo połamanych gałęzi, śnieg zaśmiecony igliwiem.

Ale zrobiło się wbrew prognozom pogody słonecznie, a halny ucichł. Mimo, że to dopiero początek lutego, czuć było przedwiośnie. Byłam więc wdzięczna przyjaciołom, że mnie „zaktywizowali” i nie spędziłam tej niedzieli w domu, bo spacer był całkiem przyjemny.