Rośliny naczyniowe

W Kamiannej i Łabowej

Beskid Niski i Sądecki - 13 stycznia 2019

Po wczorajszym spacerze miałam ochotę na więcej. Prognozy pogody na niedzielę były jednak kiepskie. Postanowiłam, że decyzję o wycieczce podejmę rano. Zaspałam, ale i tak za oknem było nieciekawie. Pochmurno i prószył śnieg. Kamery internetowe pokazywały, że wszędzie jest podobnie. Zadzwoniłam do Marty i Krzyśka, ale nie mieli zbytnio ochoty na wycieczkę. Ja też zrezygnowałam. Do czasu, jak niebo zaczęło błękitnieć. Nie wytrzymałam.

Sądecki Oddział PTT tydzień temu kolędował w Kamiannej. Przyszli tam niebieskim szlakiem z przełęczy pomiędzy Boguszą a Pereliskami. Oglądałam galerię z tej wycieczki i moją uwagę zwróciło jedno ze zdjęć. Był na nim kościółek w Kamiannej i kolorowe ule. Pięknie komponowały się z bielą śniegu. Strasznie mi się to zdjęcie podobało. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nigdy nie byliśmy zimą w Kamiannej.

I dzisiaj mi się ta Kamianna przypomniała. Sprawdziłam odległość – było niecałe 30 kilometrów. Postanowiłam pojechać.

Droga była czarna, prawie sucha, zza chmur zaczęło wyglądać słońce. Humor miałam wyśmienity, aż do momentu skręcenia w Łabowej z głównej drogi na Kamianną. Droga była biała, wznosiła się do góry i był znak, że jak jest śnieg, to trzeba mieć łańcuchy. Poczułam się trochę nieswojo. W tym momencie zadzwoniła Marta. Oni też postanowili się jednak gdzieś wybrać. Oznajmiłam, że nie pojadę z nimi, bo jadę właśnie do Kamiannej, ale że to chyba nie był najlepszy pomysł. Marta stwierdziła: „No, tam jest rzeczywiście stromy podjazd”. Zestresowałam się tym, co powiedziała, tak bardzo, że do Kamiannej dojechałam ledwie żywa ze strachu. Rzeczywiście, była to dość ekstremalna trasa. Chyba taką jeszcze zimą nie jechałam.

W Kamiannej było szaro, a na dodatek bardzo klaustrofobicznie. Wszędzie hałdy odgarniętego z drogi śniegu, parking pełny, spory ruch, bo jest tam wyciąg narciarski.

Cudem udało mi się znaleźć ostatnie miejsce na parkingu przed Domem Pszczelarza. Zrobiłam sobie swoje „wymarzone” zdjęcie i poszłam się przejść kawałek niebieskim szlakiem. Do szlabanu droga była odgarnięta, ale za szlabanem był wysoki śnieg. Środkiem widać było wąski rowek. To przysypane śniegiem ślady po przejściu tędy hardkorowej „osiemnastki” z PTT sprzed tygodnia. Przeszłam około kilometra, ale wróciłam, bo zaczął padać śnieg. Zresztą chciałam jak najszybciej uciec z Kamiannej. Przerażała mnie powrotna droga - chciałam mieć ją już za sobą.

Ku mojemu zdziwieniu, droga powrotna nie zestresowała mnie wcale. Jak wjechałam na górkę, to już było w porządku. Ale teraz już wiem, dlaczego nigdy nie byliśmy tam zimą. I na pewno więcej tam nie pojadę o tej porze roku.

W Łabowej przywitało mnie słońce. Zostawiłam więc samochód na parkingu i poszłam pod cerkiew. A potem po śladach pozostawionych przez terenowe motocykle i kłady doszłam polami do drogi na Uhryń. Zrobiłam w ten sposób małe kółeczko. Po drodze zajrzałam jeszcze na cmentarz żydowski i pod drewniany kościółek.