Rośliny naczyniowe

We mgle i błocie na Pogórzu Ondawskim

Spaleny Vrch i  Zamek Zborov - 25 listopada 2018 

Trasa: Kurimka(329m.) – Kohutov(520m.) – Spaleny Vrch(642m.) – Andrejova(327m.) – Zamek Zborov(450m.) – Zborov(335m.) – ok.18 km

Zapisałam się pochopnie na wycieczkę, organizowaną przez Koło Grodzkie sądeckiego PTTK, na Pogórze Ondawskie (Ondavská vrchovina).
 
W planie wycieczki były ruiny zamku Zborow, który już od dawna chodził mi po głowie. I to mnie zachęciło.
 
Na niedzielę zapowiadany był deszcz, więc postanowiłam już w piątek, że nie pojadę. Ale w sobotę wieczorem wszystkie prognozy mówiły, że co prawda będzie pochmurno, ale padać nie będzie. Postanowiłam, że skoro tak, to jednak jadę.

Za Konieczną zaczęło delikatnie padać. Jakoś się rozeszło, ale za to przez cały dzień towarzyszyła nam gęsta mgła. Większość szlaku prowadziła nieciekawym lasem, a jak już wychodziliśmy na łąki, to i tak nic nie było widać. Na dodatek teren był miejscami podmokły i grzęźliśmy w błocie. Dobrze przynajmniej, że było dość ciepło i bezwietrznie.

Szliśmy czerwonym szlakiem. Był to fragment najdłuższego na Słowacji  szlaku turystycznego. Ma on 750 km długości i przecina całą Słowację z północnego wschodu na południowy zachód. Zaczyna się na Przełęczy Dukielskiej a kończy na Pogórzu Myjawskim, na szczycie Bradlo. Nosi nazwę „Cesta hrdinov SNP” (Slovenské národné povstanie), po polsku Szlak Bohaterów SNP(Słowackie powstanie narodowe).
 
Zamek prezentuje się zupełnie inaczej niż na zdjęciach, chociaż trzeba przyznać, że musiał być kiedyś imponujący. Od wiosny Słowacy zabrali się intensywnie do częściowej rekonstrukcji murów. Zresztą w tej mgle wszystko wyglądało nieciekawie.
 
Zamek Zborov (albo inaczej Makowica) powstał w początkach XIV w. Czasy swojej świetności przeżywał w XVI w., kiedy to został mocno rozbudowany. Był wtedy w polskich rękach. Został zniszczony podczas powstań przeciw cesarzowi i w 1684 roku rozebrany. Reszty dokonał czas i kolejne wojny. W 1926 roku utworzono tu obszar chroniony, a w 1950 rezerwat przyrody.
 
W sumie, mimo paskudnej pogody, nie żałuję tak bardzo, że pojechałam na tą wycieczkę. Spędziłam aktywnie niedzielę, dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy, bo przewodnik ciekawie opowiadał. Obejrzałam też ruiny, które od dawna chciałam zobaczyć. A na dodatek udało mi się nie przeziębić.