Rośliny naczyniowe

Vyšné Ružbachy i Veterný Vrch

Magura Spiska - 11 listopada 2018

Na stronie sądeckiego PTT znajduję informację o planowanej za dwa tygodnie wycieczce na Słowację. Ma to być Veterný Vrch (1111 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Magury Spiskiej. Zaciekawia mnie to, spoglądam na przebieg trasy i okazuje się, że jest to kółeczko. Czyli, że wycieczka w sam raz dla nas. Sprawdzam od razu na mapie.

Wyjście i zejście w uzdrowisku Wyżne Rużbachy (Drużbaki Wyżne, słow. Vyšné Ružbachy) położonym niedaleko za Starą Lubownią (czyli blisko), a na dodatek można tą trasę zrobić na kilka sposobów, bo tyle jest szlaków do wyboru.

Dzwonię więc do Marty i Krzyśka i proponuję, żeby się zastanowili nad moim pomysłem (a właściwie PTT).

Oczywiście pomysł akceptują, bo jest to rzeczywiście idealna opcja na listopadową wycieczkę. Biorąc pod uwagę wizytę w  Wyżnych Rużbachach, z których mamy wiele wspomnień. Jeździłyśmy tam z Martą z naszymi dziećmi na kąpielisko termalne. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych na Słowacji było bardzo tanio i opłacało się tam pojechać na basen. Oczywiście, trzeba było odstać swoje w długiej kolejce na granicy, bo Polacy w tym okresie jeździli masowo na zakupy do przygranicznych słowackich sklepów, gdzie było dużo tanich i atrakcyjnych dla nas towarów – zwłaszcza alkoholu i słodyczy. My oczywiście też, wracając z kąpieliska, zatrzymywaliśmy się przy tych sklepach, gdzie nasze dzieci miały wtedy swoje święto.

Wyżne Rużbachy to miejscowość uzdrowiskowa, w której znajdują się lecznicze, ciepłe źródła. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z XIV w., choć podobno ten teren był już zasiedlony w czasach paleolitu. Uzdrowisko powstało już w XV w., za czasów, kiedy tymi terenami władali Lubomirscy, bo Wyżne Rużbachy wchodziły w skład zastawu spiskiego i od 1412 roku aż do rozbiorów należały do Polski. Cieszyło się ono dużą popularnością. Podupadło po rozbiorach, gdyż stało się własnością państwa i nie miał kto o nie zadbać. Dopiero, kiedy w XIX przeszło na własność rodziny Zamojskich, zaczęło się z powrotem rozwijać. Zwłaszcza pod zarządem ostatniego z nich, który tuż przed II wojną światową doprowadził uzdrowisko do dawnej świetności. Zbudował m.in. na trawertynowych skałach ekskluzywny Biały Dom, kopię jednego z pałaców w Monte Carlo, jako prezent dla swojej żony. Do dziś jest on ozdobą uzdrowiska. 
 
Lecznicze wody uzdrowiskowe należą do rodziny wód mineralnych hydro-węglanowo-síarczanowych i wapniowo-magnezowych. Woda w nich ma temperaturę do 34 stopni. Leczone są tu choroby układu nerwowego, choroby płuc i narządów ruchu. Jest to także znana miejscowość wypoczynkowa. Są tu wyciągi narciarskie, tak że można tu przyjechać także zimą.    

Ogromną atrakcją uzdrowiska jest największe na Słowacji jezioro trawertynowe o nazwie Krater, o średnicy 20, a głębokości 3 metrów. Na terenie uzdrowiska jest także kilka innych, podobnych "kraterów", ale są wyschłe.

Zostawiamy samochód na parkingu i idziemy najpierw na mały spacer po uzdrowisku.

Potem wyruszamy czerwonym szlakiem. Na mapie cała trasa w większości prowadzi przez las, ale jak się okazuje w praktyce, z powodu wiatrołomów sprzed, na oko, kilkunastu lat, jest teraz bardzo widokowa. Idziemy więc w słońcu, ciesząc się widokiem Tatr i innych okolicznych pasm górskich.

Wieje co prawda dość silny wiatr, co tłumaczy nazwę szczytu, na który idziemy, ale jesteśmy dobrze ubrani, więc nie jest to dla nas problemem.

Zdobywamy szczyt. Według informacji, jaką znalazłam w Internecie, ma on wysokość 1111 m n.p.m., więc zdobycie go 11 listopada jest miłe. Co prawda niektóre mapy podają wysokość 1112 n.p.m. i tak też jest napisane na szczycie, co nas  nieco rozczarowuje, ale wolimy wierzyć, że ma 1111 m. n.p.m., bo nam to pasuje do naszej koncepcji wycieczki.

Na szczycie fotografujemy się z niedźwiedziem i słowacką flagą.  

Zmieniamy szlak na zielony. Zdobywamy po drodze czterowierzchołkowy szczyt o ciekawej nazwie Plontana (najwyższy wierzchołek 1107 m n.p.m.). Przy rozejściu Pod Zbojníckym stôlom (1020 m. n. p.m.) zmieniamy szlak na niebieski. Dochodzimy nim do kolejnego rozejścia szlaków na przełęczy Sovia Poľana i mimo, że moglibyśmy dalej iść tym szlakiem, to decydujemy się zejść żółtym, przez piękne, rozległe i widokowe łąki.

To była bardzo udana wycieczka i wróciliśmy bardzo zadowoleni do domu.