Rośliny naczyniowe

Pienińska sosenka

Pieniny - Sokolica - 23 września 2018

Zapisałam się na wycieczkę organizowaną przez Sądecki Oddział PTT w Tatry Niżne na Salatin i byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Cieszyłam się przez cały tydzień, że zobaczę coś nowego. Ale w sobotę przyszło załamanie pogody, a wszystkie prognozy mówiły, że niedziela nie będzie lepsza. Wyobraziłam sobie siebie przedzierającą się przez kosodrzewinę w deszczu, zimnie, silnym wietrze i mgle… I na dodatek to ponad 3 godziny drogi autokarem w jedną stronę… Stchórzyłam i zostałam w domu.

O ósmej odsłoniłam rolety. Było pięknie. Sprawdziłam kamery internetowe w Tatrach, na Turbaczu, na Słowacji…. Cholera! Wszędzie było pięknie! Obrzuciłam się więc bardzo brzydkimi wyrazami. I postanowiłam, że skoro tak zmarnowałam sobie dzień, to przynajmniej pojadę się gdzieś przejść. Zadzwoniłam do Marka. Nie odbierał telefonu. Ubrałam się więc, spakowałam i postanowiłam pojechać sama poplątać się po górze Wdżar, albo wejść na Sokolicę i zobaczyć uszkodzoną przez śmigłowiec kultową pienińską sosenkę. Nad tym, gdzie pójdę, miałam się czas zastanawiać po drodze.

Kiedy zamykałam drzwi, oddzwonił Marek. Był chętny na krótką wycieczkę. Pomysł z Sokolicą bardzo mu się spodobał. Dałam mu pół godziny, żeby się ubrał i spakował.

Wyszliśmy z Krościenka szlakiem idącym na Trzy Korony, potem skręciliśmy na zielony. A wróciliśmy niebieskim przez Sokolą Perć. Pogodę mieliśmy całkiem ładną i wcale nie było tak zimno, jak w sobotę. Rano nawet świeciło słońce, potem się trochę zachmurzyło.

Była niesamowita ilość turystów. Nigdy ich jeszcze tylu na szlaku na Sokolicę nie widziałam. Pewnie wszyscy chcieli, tak jak my, zobaczyć, co zostało z sosenki po wypadku. No cóż, dobrze, że poszłyśmy tam z Magdą zimą, bo już nie da się zrobić słynnego zdjęcia Sokolicy, będącego symbolem Pienin. Sosenka co prawda jest, ale nie jest już tak malownicza, jak dawniej, a poza tym jest tak mocno uszkodzona, że może całkiem uschnąć. To ogromna strata dla przyrody Pienin.