Rośliny naczyniowe

W górach Lubowelskich

Magura Orłowska i Magura Kurczyńska - 9 września 2018

Nie mogliśmy podjąć żadnej decyzji, gdzie pojechać na wycieczkę. Niby miała być pogoda, ale nie do końca… Prognozy pogody były mocno rozbieżne. Mieliśmy trochę ochoty na Tatry, ale chyba nie całkiem, bo nie mogliśmy się zdecydować, gdzie pójść. Rozważaliśmy, czy nie będzie korków, czy aby nie za tłoczno, i czy nie będzie padało… W końcu Marta zaproponowała kontynuację naszych „słowackich” wypraw. Tym razem mieliśmy zdobyć Magurę Orłowską (Orlovská Magura, 830 m n.p.m.) i Magurę Kurczyńską (Kurčínska Magura, 894 m n.p.m.) w Górach Lubowelskich. A na deser odwiedzić ruiny zamku Plaveč.

Pogoda rano zapowiadała się nienajgorsza. Nawet zaczęło się trochę przejaśniać. Ale jak tylko wyszliśmy, zachmurzyło się i nie było ciekawie. Ale nie padało. Trasa była taka sobie. Na początek szlak prowadził pięknymi, widokowymi łąkami nad Orlovem, ale później przez cały czas nieciekawym lasem.

Jest kiepsko oznaczony, trochę zarośnięty, zgubiliśmy się dwa razy, ale szło się w gruncie rzeczy bardzo przyjemnie, spacerowo, bo nie było prawie wcale przewyższeń. Były też grzyby, więc nazbieraliśmy ich całkiem sporo, wcale nie schodząc ze szlaku, bo rosły wzdłuż ścieżki. Obrodziły zwłaszcza moje ulubione kanie. Przyniosłam do domu aż 13 sztuk i mogłam się nimi delektować do woli.

Zeszliśmy do Andrejovki – przysiółka Orlova, więc wracaliśmy do samochodu przez wieś i mogliśmy sobie ją dokładnie obejrzeć. Orlov bardzo nam się podobał. Kolejna cicha słowacka wioska „z duszą”. Nie ma prawie nowych domów, za to stare są ładnie odnawiane i zadbane.

Potem pojechaliśmy do Plavča, żeby obejrzeć ruiny zamku z XIII w.  Kiedyś musiał być spory, ale obecnie niewiele z niego zostało. Ale prowadzone są prace konserwatorskie, więc reszta ma szansę ocaleć. Ze wzgórza zamkowego rozciągają się całkiem ładne widoki, więc warto tam wejść.

Za każdym razem, jak wracamy ze Słowacji, obiecujemy sobie, że jak będziemy mieć trochę czasu, to zjedziemy przed wsią Hraničné w dół do małej wioski, która jest widoczna z góry i nas intryguje. Ale tym razem po raz kolejny przejechaliśmy do niej zjazd, a ponieważ zawracanie w tym miejscu jest dość niebezpieczne, to zatrzymaliśmy się tylko na chwilę i zrobiliśmy zdjęcia z góry.

Sprawdziłam na mapie, jak ta miejscowość się nazywa i znalazłam w Internecie ciekawe informacje na jej temat. To Kremná. Została założona w XVI w. za zgodą króla Zygmunta Augusta przez Wołochów, w miejscu, gdzie wcześniej ponoć od XIII wieku funkcjonował zajazd i punkt poboru myta. A w XIX wieku była tam huta szkła. Kościół, który tak malowniczo wygląda z góry, to XVIII-wieczna murowana cerkiew grekokatolicka.