Rośliny naczyniowe

Jaskinia Domica z KTG

Słowacki Kras - 27 maja 2018
wycieczka z KTG sądeckiego PTTK

Kiedy dowiedziałam się, że KTG przy sądeckim PTTK zaplanowało w tym roku na koniec maja wycieczkę na Słowacki Kras do Jaskini Domica, to bardzo się ucieszyłam. Byłam tam w zeszłym roku z Lilą i Markiem w pierwszych dniach maja i znalazłam wiele ciekawych roślin.

Wycieczka była pod znakiem zapytania, groziło nawet, że się nie odbędzie z powodu małej ilości chętnych, ale w końcu wszystko dobrze się skończyło. Pojechaliśmy w kameralnej grupie15 osób plus przewodnik. Takie wycieczki są zawsze najprzyjemniejsze. Bałam się trochę drogi, bo źle znoszę długą jazdę, a tam było prawie cztery godziny w jedną stronę. Ale dla znalezienia nowych roślin gotowa jestem się bardzo poświęcić.

W planie było zwiedzenie jaskini i małe przejście górskie w najbliższym jej otoczeniu.

Nie zamierzałam zwiedzać jaskini, bo byłam tam rok temu – zamierzałam ten czas poświęcić na buszowanie w jej otoczeniu w poszukiwaniu nowych roślin. Ostatecznie po to tam tylko pojechałam. Ale na miejscu okazało się, że poziom wody jest na tyle wysoki, że można przepłynąć tym fragmentem jaskini, którego w ubiegłym roku nie udało mi się zobaczyć, więc poszłam jednak z grupą do jaskini.

Potem wyszłam na zaplanowaną trasę jakiś kwadrans przed innymi – dzięki temu miałam chwilę na buszowanie po murawach kserotermicznych tuż za jaskinią. Od razu znalazłam kilka unikatowych gatunków, których jeszcze nie widziałam, m.in. rósł tam szafirek miękkolistny, żmijowiec czerwony, szczodrzeniec zmienny, pszeniec grzebieniasty i macierzanka pannońska. Kiedy grupa mnie dogoniła, miałam już sporą kolekcję nowych gatunków.

Szlak wiódł przez pastwiska i zagajniki. Było bardzo gorąco. Rosły tam dęby omszone, dereń jadalny i ligustr pospolity. Znalazłam kolejne nowe rośliny, m. in. dzwonek syberyjski.

Niestety, pojawiły się burzowe chmury, zaczęło grzmieć i przewodnik skrócił zaplanowaną trasę. A i tak dopadła nas burza z gradem. Na szczęście wypatrzyliśmy opuszczoną oborę, w której się schroniliśmy przed deszczem. Na jej progu znalazłam ostróżeczkę polną. Gdyby nie ta burza, to bym jej zobaczyła. A tak mam jeszcze jeden nowy gatunek do mojego atlasu roślin.

Byłam tak szczęśliwa, ze swoich „odkryć”, a poza tym atmosfera na wycieczce była tak wspaniała, że powrotna droga zeszła mi bardzo szybko i nie była ani trochę uciążliwa. Już o dwudziestej byłam w domu, a liczyłam, że będziemy najwcześniej o dwudziestej drugiej.

To był wspaniały i pełen wrażeń dzień!