Rośliny naczyniowe

Majówka w Dolinie Środkowego Wagu

Słowacja -  Białe Karpaty i Strażowskie Wierchy
- 29 kwietnia - 30 kwietnia 2018

Tym razem na długi majowy weekend wybraliśmy się też na Słowację, ale w inny jej rejon, niż ubiegłym roku. Wtedy odwiedziliśmy Słowacki Kras, a  teraz plątaliśmy się w Dolinie Środkowego Wagu (Váh), na pograniczu Białych Karpat (Biele Karpaty) i Gór Strażowskich (Strážovské vrchy), gdzie jest mnóstwo malowniczych skał i pięknych zamków.

Marek kupił mapy, przygotował program wycieczki i załatwił noclegi. Ja mniej więcej wiedziałam co zobaczymy, Lila wolała mieć niespodziankę.

Wyjechaliśmy w niedzielę rano. Zatrzymaliśmy się przy zamku w Strecznie (Hrad Strečno, Strečniansky hrad), który już dwukrotnie usiłowałam zwiedzić i mi się to za każdym razem nie udawało. Zamek z drogi prezentuje się bardzo imponująco, ale szczerze mówiąc, mocno nas rozczarował. Może mieliśmy za duże oczekiwania.

Ze Streczna pojechaliśmy do miejscowości Horovce, gdzie mieliśmy załatwione noclegi. Mieliśmy do dyspozycji duży, piękny, w pełni wyposażony dom z dużym ogrodem tylko dla siebie. Całkowicie odizolowany od sąsiadów wysokim murem. Jeszcze nigdy nie mieliśmy podczas naszych majowych wypraw tak wspaniałych warunków. Niestety, cały dzień spędzaliśmy na wycieczkach, więc nie za wiele z niego korzystaliśmy.
Marek zaplanował jeszcze na ten dzień krótką wycieczkę na Vratšké bradlá, skaliste wzgórza należące do Białych Karpat. Były bardzo blisko od miejscowości, w której nocowaliśmy, stąd pomysł. Było już późno, więc nie mogliśmy sobie zrobić dłuższej wycieczki. Podjechaliśmy do Vršatskégo Podhradia, zdobyliśmy Chmelovą (925 m. n.p.m.) i przeszli prowadzącą naokoło ścieżką przyrodniczą. Rosła tu cieszynianka wiosenna i żywiec dziewięciolistny. A na jednej z tablic była informacja, że rosną tutaj buławnik czerwony i dwulistnik pszczeli. Chciałabym je kiedyś zobaczyć. Zwiedziliśmy także ruiny zamku Vršatec.

Wracając, zatrzymaliśmy się na chwilę w miejscowości Pruské. Zwróciłam tam uwagę na niezwykłą chmurę. Nigdy jeszcze takiej nie widziałam. Okazało się, potem, że nie tylko ja uznałam ją za godną uwagi. Na drugi dzień pokazywali jej zdjęcia w słowackiej telewizji.

Drugiego dnia mieliśmy w planie wycieczkę w Sułowskie Wierchy. Po drodze zatrzymaliśmy się w Puchowie (Púchov), gdzie Marek miał chciał zwiedzić muzeum archeologiczne, poświęcone kulturze puchowskiej. Niestety żaden z pytanych o to muzeum tubylców nie umiał go nam wskazać i w końcu zrezygnowaliśmy. Marek był mocno zawiedziony, my z Lilą zdecydowanie mniej, bo kultura puchowska nie leży raczej w sferze naszych zainteresowań.

Sułowskie Wierchy (Súľovské skaly Súľovské vrchy) to bardzo malownicza, północna część Gór Strażowskich, licznie odwiedzana przez turystów. Widoki były niesamowite. Największe wrażenie zrobiła na nas Gotycka Brama  i otaczające ją skały. I oczywiście Súľovský hrad – ruiny niedostępnego zameczku. Ale cała ta trasa była niezwykle piękna i malownicza. Rosło tu mnóstwo świdośliwy jajowatej i kaliny hordowiny – roślin u nas niewystępujących. Znalazłam też kolejną roślinkę – kulnika kropkowanego, który w Polsce też dziko nie rośnie. Szliśmy najpierw ścieżką przyrodniczą (szlak zielony), następnie czerwonym przez Przełęcz pod Bradą (Sedlo pod Bradou), a potem na skrzyżowaniu szlaków pod Rohaczem (Roháč Sulowski - 803 m n.p.m.) zeszliśmy na żółty. Jest  tam wspaniała skalna brama – niestety nie udało się nam ustalić, jak się nazywa. Potem odbiliśmy ze szlaku do Šarkaniej diery (po polsku Smoczej Dziury) – wysoko położonej, trudno dostępnej jaskini. Legenda głosi, że żył tam kiedyś smok, ale w każdym razie znalezione zostały tam ślady człowieka z czasów neolitu. Wdrapanie się do niej było dla mnie sporym wyzwaniem. Ale nie żałuję. Było warto.

Wracając, zatrzymaliśmy się w miejscowości Lednické Rovne, zrobiliśmy tam małe zakupy i poszli jeszcze na spacer po starym zabytkowym, przypałacowym parku. Pałac przejęła cukrownia, ale park jest ogólnodostępny. Rośnie w nim wiele ciekawych, starych drzew. Zostało też sporo budowli, ale nie są w najlepszym stanie. Warto tu jednak zajrzeć, jak się ma trochę czasu.