Rośliny naczyniowe

Cmentarze z I wojny w jesiennym słońcu

Beskid Niski - 4 listopada 2017

Po deszczowym i zimnym tygodniu prognozy pogody mówiące o słonecznym i ciepłym weekendzie, brzmiały dość niewiarygodnie, zwłaszcza w piątek, kiedy za oknem było ponuro i deszczowo.

Byłam mocno przeziębiona, więc wycieczkę w góry musiałam raczej wykluczyć.

Wybraliśmy się więc z Lilą i Markiem w Beskid Niski pozwiedzać cmentarze z I wojny światowej. Tradycyjnie staramy się je odwiedzać o tej porze roku.

Kilka lat temu, kiedy zostało nam trochę czasu po wycieczce na Śnieżnicę, Marta i Krzysiek zabrali mnie na cmentarz w Jabłońcu nad Limanową. Zrobił na mnie ogromne wrażenie, więc zainteresowałam się tymi cmentarzami.

Były tworzone przez wojsko austriackie, w ramach którego powołane zostały specjalne oddziały do grzebania poległych żołnierzy i budowania dla nich specjalnych cmentarzy. Jest ich bardzo dużo – duża część zaprojektowana przez znanych architektów i rzeźbiarzy i wzniesiona ogromnym nakładem pracy i środków, z reguły w starannie wybranych, pięknych widokowo miejscach.

Najbardziej zafascynowała mnie jednak idea wspólnego grzebania poległych żołnierzy walczących ze sobą armii – takie równe traktowanie swoich i wrogów  jest czymś niespotykanym – zdarzyło się to wtedy chyba po raz pierwszy i chyba ostatni, przynajmniej na taką skalę.

Szukając na mapie jakiegoś miejsca na wycieczkę zauważyłam duże skupisko cmentarzy z I wojny w okolicach Cieklina i Woli Cieklińskiej. Kiedy zaczęłam sprawdzać w Internecie te cmentarze, zachwyciłam się Cmentarzem nr 11 w Woli Cieklińskiej, zaprojektowanym przez Dušana Jurkoviča.

Sprzedałam pomysł na wycieczkę Markowi – dołożył do niej tylko wizytę na słynnym cmentarzu nr 123 w Łużnej, który niedawno został odnowiony i uporządkowany (byłam tam w 2014 roku z Krzyśkiem i Martą, ale Lila i Marek byli tam bardzo dawno temu - chcieli go zobaczyć po odnowienu) i zaplanował trasę.

Zabraliśmy więc ze sobą znicze i wyruszyliśmy. W sumie odwiedziliśmy 11 cmentarzy: nr 121 w Biesnej, nr 122 i nr 123 w Łużnej, nr 124 w Mszance, nr 95 w Stróżówce, nr 11 w Woli Cieklińskiej, nr 13 i nr 14 w Cieklinie, nr 83 w Wapiennem, nr 82 w Męcinie Wielkiej i nr 80 w Sękowej.
Jedne były malutkie i skromne, inne wielkie i bogate - ale każdy inny i zachęcający do zadumy. Mnie najbardziej podobał się ten w Woli Cieklińskiej.

Pospacerowaliśmy też po Wapiennem, bo Lila z Markiem tam jeszcze nie byli.

Wycieczka była co prawda prawie „jeżdżona”, ale Lila takie preferuje, a ja byłam niezbyt zdrowa, więc w sumie byliśmy zadowoleni (Marek też).

 Pogodę mieliśmy wspaniałą. W Beskidzie Niskim jest jeszcze złociście, więc cieszyliśmy się piękną jesienią.

Były też drobne akcenty przyrodnicze – w Łużnej na cmentarzu łanowo kwitły fiołki leśne, a obok cmentarza nr 122 ktoś posadził kasztan jadalny, więc mogliśmy mu się dokładnie przyjrzeć, bo widzieliśmy takie drzewo raz pierwszy. A na polach w Cieklinie obserwowaliśmy parę spacerujących bażantów.

Co prawda sprawiłam Lili i Markowi kłopot – w Łużnej z kieszeni wypadła mi komórka. Musieliśmy wrócić spod cmentarza w Mszance i przeszukać oba cmentarze, ale na szczęście telefon się znalazł.

Tak że była to kolejna bardzo udana wycieczka.