Rośliny naczyniowe

Atrakcje Tatr Bielskich

5 sierpnia 2017

Kolejna wycieczka w słowackie Tatry. Tym razem z Martą i Krzyśkiem. Są straszne upały, więc decydujemy się na Tatry Bielskie, bo to nie jest zbyt forsowna trasa. Planowaliśmy zresztą wybrać się tam na początku lipca, tylko jakoś nam nie wyszło. Ostatnio w Tatry Bielskie chodzę co roku, bo to nieciężka wycieczka, są piękne widoki, no i oczywiście mnóstwo kwiatów.

Tym razem postanowiliśmy się wybrać ze Zdziaru, dolinami Monkową i Szeroką, a stamtąd zejść do Doliny Białych Stawów, Chaty Plesnivec i do Tatrzańskiej Kotliny, a stamtąd wrócić do samochodu autobusem.

Ponieważ zaczął się już sierpień, to nie liczyłam, że będzie zbyt wiele kwitnących roślin. Ale się myliłam. Początkowo rzeczywiście było dość skromnie, ale po wejściu do Doliny Szerokiej szliśmy kwietnym ogrodem – wśród różowych-żółtych łanów miłosny górskiej i starca gajowego, wzbogaconych miejscami kępami fioletowego tojadu mocnego. W okolicach przełęczy nawapienne murawy pełne były drobnych, różnobarwnych kwiatów, wśród których fruwały górówki i rusałki pokrzywniki.

Nie nadążaliśmy z Krzyśkiem z fotografowaniem roślin i dlatego stosunkowo mało zwracaliśmy uwagi na otoczenie.

W związku z tym królową wycieczki została niezaprzeczalnie Marta. Najpierw wypatrzyła na zboczu dwie kozice, później jedną tuż koło ścieżki. Następnie, przy zejściu do Doliny Białych Stawów zauważyła młodego niedźwiadka, który buszował sobie spokojnie wśród kęp kosodrzewiny na sąsiednim zboczu. A na końcu zauważyła przemykającą przez ścieżkę żmiję – szkoda, że nie zdążyłam jej niestety sfotografować.

Podejście na Szeroką Przełęcz dało się nam trochę we znaki – bo było tam stromo, strasznie duszno i gorąco, ale potem, kiedy dotarliśmy na Przełęcz pod Kopą, było już bardzo miło. Wiał przyjemny wiaterek, palące słońce chowało się co chwilę za przepływające po niebie obłoczki, więc szliśmy sobie leniwie, rozkoszując się pięknymi widokami.

Zejście przez Dolinę Przednich Koperszadów jest bardzo przyjemne, bo ścieżka nie przypomina kamienistych, tatrzańskich szlaków. Tu też było pięknie. Dominowała dopiero co rozkwitła wierzbówka kiprzyca.

Odpoczęliśmy chwilę w schronisku, a potem zeszliśmy do Tatrzańskiej Kotliny, gdzie w ciągu dosłownie dwóch minut podjechał autobus i zawiózł nas do Zdziaru, gdzie zostawiliśmy rano samochód.

Ponieważ pierwszy raz w życiu widziałam niedźwiedzia w naturze, to ta wycieczka, wziąwszy pod uwagę także wszystkie pozostałe jej atrakcje, na pewno była jedną z tych najbardziej udanych.