Rośliny naczyniowe

Poszukiwania lilii bulwkowatej

Pasmo Gubałowskie - 28 czerwca 2017

Chochołów - Ostrysz (1023 m n.p.m.) - Chochołów

Podczas niedzielnej wycieczki znajdujemy pod szczytem Bukowiny kwitnącą lilię bulwkowatą. Najprawdopodobniej jest to stanowisko synantropijne, ale to znalezisko przypomina mi, że jeszcze w kwietniu, kiedy szukaliśmy z Markiem w Paśmie Gubałowskim krokusów, obiecałam sobie, że w czerwcu wrócę tu szukać lilii bulwkowatej, bo ponoć właśnie tu ma sporo stanowisk.

Wykorzystuję wolny dzień i ładną pogodę  i wybieram się do Chochołowa. Trasa jest mi dobrze znana, bo przeszłam ją wiosną. Trochę się boję upału i słońca, bo teren jest całkowicie odsłonięty. Szlak prowadzi przez rozległe łąki. Od czasu do czasu pojawiają się co prawda jakieś zarośla i małe zagajniki, ale nie jest to las, w którym można by się schronić choć na chwilę przed palącymi promieniami.

Nie spodziewałam się, że latem będzie tu aż tak pięknie. Część łąk została już skoszona – pięknie pachnie świeżym sianem.  Pozostałe, pełne kwiatów, prezentują się naprawdę pięknie. Taki spacer wśród kwitnących łąk to naprawdę wspaniałe przeżycie. Zwłaszcza, jeśli doda się do tego widok na Tatry.

Idę sobie niespiesznie, próbując wypatrzyć wśród nieskoszonej trawy pomarańczowych kwiatów lilii. Niestety, bezskutecznie. Prawie pod Ostryszem zauważam kilka domów. Postanawiam się tam udać i poprosić o pomoc górali. Oni powinni wiedzieć, w którym miejscu rośnie lilia bulwkowata.

Zostaję zaatakowana przez trzy wielki psy i kilka mniejszych. Ale po chwili spokojnego do nich przemawiania uspokajają się i jeden nawet liże mnie po ręce. Ale boję się ruszyć dalej w stronę zabudowań. Na szczęście pojawia się gospodarz i od razu robi się bezpiecznie. Pytam o moją roślinkę, wie o co chodzi. Wczoraj sąsiadka przyniosła do domu jedną z sąsiednich zarośli. Prowadzi mnie do jej domu. Kobiety nie ma, ale jej mąż pokazuje mi wykopane kilka lat temu na Ostryszu lilie, które zasadził w przydomowym ogródku. Nie komentuję ich zachowania, bo nie chcę go zdenerwować – mam nadzieję, że może powie mi gdzie rosną.

Wdrapuję się na szczyt Ostrysza i szukam w rosnących tam zaroślach  - ale oczywiście niczego nie znajduję – przecież już wszystkie dawno rosną w przydomowych ogródkach.

Wracam i postanawiam spenetrować zarośla, w których została wczoraj zerwana lilia. To mały zagajnik, więc po chwili znajduję trzy dorodne płonne osobniki z bulwkami i łodyżkę po zerwanej lilii. Dobre i to.

Trochę podniesiona na duchu idę dalej i po chwili zauważam na brzegu kolejnego zagajnika piękny kwitnący egzemplarz. Przeoczyłam go idąc w stronę Ostrysza.  Szczęśliwa, robię roślince sesję fotograficzną.

Mogę już wrócić do domu. Cel wycieczki został osiągnięty.